zimno.
Blog > Komentarze do wpisu

W zwolnionym tempie

Rzadko kiedy zdarza mi się siedzieć i nie robić nic - taka myśl wpadła mi dziś rano do głowy, gdy ostatniego dnia swojego dwutygodniowego urlopu wymyśliłam sobie taką scenę na moim poddaszu - świeżo umyte, pachnące włosy, pyszna Lavazza i kilka chwil z nogami za oknem.

Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich chwil spokoju. Ciężko jest się zatrzymać, kiedy wokół nas wszystko pędzi. Medal dla każdego, kto potrafi godzinami wpatrywać się w ruch miasta i nie podążyć za nim; leżeć na łóżku, kontemplować fakturę sufitu i nie ulec zniewalającej fali ciepła i senności; siedzieć w parku bez telefonu, książki i przenośnego internetu, które zajmują jego myśli. Ja na parapecie wytrzymałam bardzo krótko. Carl Honoré nie odklaskałby mi braw. Postanowiwszy jednak przeznaczyć przedpołudnie na całkowity relaks, poszłam do parku z książką (toskańska przygoda dobiega końca, jaka szkoda rozstawać się z tym słonecznym, pełnym serdeczności światem, które każe mi przyglądać się mijanym domom). Była woda, była fontanna, był szum. Klimatycznie, adekwatnie. Ale były też dźwięki autobusów i samochodów pełnych przemieszczających się ludzi, śmiech dzieciaków biegających na placu zabaw, nawet wołania mam, które podążały za nimi krok w krok. Zamiast siedzieć w mojej toskańskiej bańce i cieszyć się, że żadne dziecko nie płacze mi nad głową, i zamiast jechać do pracy albo na pracowniczą imprezę (z której zgrabnie się wywinęłam), mogę poczytać... wstałam i poszłam zrobić zakupy na obiad. Jakby nie mogły poczekać.

Ciesz się tym wolnym. Powtarzam sobie. Przecież możesz.

piątek, 31 sierpnia 2012, nybatteri1

Polecane wpisy