zimno.
Blog > Komentarze do wpisu

Misplaced Childhood

Z domu wyprowadziłam się, kiedy tylko mogłam. Czyli na studia. Zmieniłam miasto, zmieniłam środowisko, odcięłam się od niekoniecznie pozytywnego wpływu ludzi, z którymi przyszło mi nosić to samo nazwisko. Kredyt wzięłam nie po to, żeby w dorosłość wchodzić z zadłużeniem rzędu ponad 30 tysięcy polskich złotych, ale żeby móc się uniezależnić i podejmować własne decyzje. Do pracy, będąc jeszcze na studiach, poszłam, bo z samego kredytu jednak ciężko było mi się utrzymać. Poza tym chciałam zdobywać doświadczenie, którego inni mogli w przyszłości nie mieć... i od czasu do czasu pójść na jakiś koncert do Stodoły (gdzie te czasy Milordzie). Po studiach poszłam do pracy, bo... właściwie nie miałam wyjścia ;). Także dlatego, że opowieść o spełnianiu swoich potrzeb i rozwoju zawodowym to także moja bajka, moja historia. Czegokolwiek w życiu nie robiłam, nigdy nie lubiłam być zależna od innych. Zawsze chciałam sama. Niezależnie. Samodzielnie.

Więc kiedy w pracy traktujesz mnie jak małe dziecko, mam ochotę urwać ci tę twoją farbowaną głowę, zedrzeć z twarzy słodko-gorzki uśmieszek i zrobić z nimi to, o czym nawet ja sama nie śniłam w najśmielszych snach. I kiedy próbujesz udowodnić, że jesteś potrzebna, tłumacząc mi rzeczy absolutnie podstawowe, mam ochotę wykrzyknąć ci prosto w twarz: Po co mi to mówisz, masz mnie za debila? Ale najbardziej nie lubię, kiedy widzisz, że przekraczasz granice i zagrywasz z bazy "aaa, będziesz na mnie fukać, ale muszę Ci to powiedzieć". Wtedy zastanawiam się, po co ci kur* ta Twoja gra. Czy naprawdę czujesz się aż tak niepewnie, czy po prostu nie widzisz, że jestem osobnym, dojrzałym człowiekiem, którego nie trzeba prowadzić za rękę?

Całe życie mam się użerać z takimi jak Ty? No żesz kurwa...

wtorek, 11 września 2012, nybatteri1
Tagi: złość praca

Polecane wpisy

Komentarze
2012/09/24 08:36:55
Tytuł notki przypadkowy, czy na fishowe "misplaced childhood tour" kilka lat temu też się jeszcze załapałaś? ;)
-
nybatteri1
2012/09/24 21:05:40
Tytuł notki absolutnie nie jest przypadkowy i tak, udało mi się spotkać z Mistrzem na tej trasie.