zimno.
Blog > Komentarze do wpisu

Po hamulcach

No i przyszła ta jesień. Cicha, rześka. Nowy żakiet w kolorze czerwonego wina zawisł w mojej szafie, a ja wprost nie mogę się na niego napatrzeć. Migdałowy, delikatny płyn do kąpieli stanął na półeczce w łazience. Sandałki i klapki schowałam dziś w szafce, robiąc miejsce dla obcasów, botków i kozaków. Czas otulić stopy czymś więcej niż tylko wiatrem.

Dość często miewam ostatnio takie chwile, kiedy mam ochotę zawiesić czas. Siedzieć samotnie pod kocem i tylko patrzeć. Myśli popijać kawą, którą ostatnio polubiłam w wersji bez dodatków. Może to efekt świadomości wymagań, którym powinnam sprostać. Od pewnego czasu reaguję alergicznie na takie okresy, buntując się wprost proporcjonalnie do ilości pojawiających się obowiązków. A z drugiej strony – przecież sama chciałam więcej okazji do rozwoju, wykazania się, motywacji do robienia więcej i mocniej. W zasadzie mam możliwość, żeby teraz przycisnąć gaz. Tymczasem mózg i ciało chciałyby do łóżka, pod koc, z książką lub pustką. I hamować, hamować prosto z piątki, bez straty czasu.

Jednocześnie przewijają mi się w głowie takie obrazy, gdy spaceruję godzinami po mieście, obserwując ludzi. Tych, którzy pędzą przed siebie, tych, którzy leniwie konsumują przestrzeń i towarzyską obecność. Mam głód takich widoków. Może zostało mi to z czasów studiów, kiedy zamiast siedząc na korpo krzesełku zamknięta w korpoklatce od 9 do 17, ciągle zmieniałam miejsce pobytu. I choć ciężko mnie wyciągnąć z domu nawet najbliższym przyjaciołom, na taką miejską włóczęgę z winem w ręku bym poszła. A może to tylko chęć dobrej opowieści, to wszystko...



poniedziałek, 17 września 2012, nybatteri1
Tagi: jesień

Polecane wpisy