zimno.
Blog > Komentarze do wpisu

Bim bam bom

Nie mogę się uwolnić od pewnych fragmentów ostatnich dni.

Od tej melodii, kiedy to szłam do pracy i drzewo było żółte, jakby było słońcem, a z tyłu szedł chyba tata z malutkim dzieckiem, które nuciło "panie Janie, panie Janie, rano wstań, rano wstań". I nie mogłam się powstrzymać, więc dośpiewałam dalej, nie odwracając się za siebie, "wszystkie dzwony biją, wszystkie dzwony biją BIM BAM BOM, BIM BAM BOM" i usłyszałam zza pleców śmiech tego dziecka. I pomyślałam o tych maluszkach, co to je trzeba wybudzać ze snu buziakiem, i że w sumie dobrze, że nie mam teraz absolutnie żadnych warunków sprzyjających prokreacji, bo moje instynkty zaczynają niebezpiecznie pomrukiwać, gdy słyszę takie "panie Janie".

Od pięknego żakietu koleżanki z pracy, który potem w trakcie długiego rajdu po sklepach został zidentyfikowany przez moje pamiętliwe oko dla samej satysfakcji zidentyfikowania, a w efekcie zainspirował mnie do kupna innego żakietu w podobnym kolorze, który dnia następnego zrobił furorę w naszej babskiej korpozagrodzie. I jeszcze moja nowa obsesja na punkcie butów... Kto mi przełączył w głowie ten prztyczek...?

Od dziwacznych demonicznych wyrzutów sumienia w stosunku do rodzicielki mojego M., która być może jest o mnie zazdrosna, gdyż zabieram jej nie tylko syna, ale też zainteresowanie jej męża. Nie wiem za bardzo, jak poprawnie lawirować między uwagą tego sympatycznego człowieka, który może mógłby stać się jedynym normalnym mężczyzną w moim życiu, a ewidentnym smutkiem ponadczterdziestoletniej kobiety, ciągle gorącej, inteligentnej laski, której mąż nie poświęca już aż tak dużo czasu. Podświadomie działa to tak, iż na jutrzejszy rodzinny obiad mam ochotę przywdziać sukmanę kopciucha, aby nikt absolutnie nikt nie pomyślał o mnie dobrze. Aby w ogóle nikt - mimo że jestem gościem - nie zwrócił na mnie uwagi. Że też ja zawsze muszę sobie nakomplikować. A może zbytnio przeżywam i w ogóle nic się takiego nie dzieje?

Od płyty Marii Peszek: "Ej wy, ludzie psy/Mokra wasza sierść/Ej, będziemy dziś smutek łyżkami jeść", "Zamiast głowy wieża ciśnień/Zamiast jednej głowy – dwie/Nie ogarniam Jezus Maria, Nie ogarniam, nie/ Ściana płaczu, ściana śmiechu/Zamiast jednej ściany – dwie", "Dzieje się ze mną coś niedobrego/Śni mi się mięso Śni mi się krew/Chciałabym wyjąć serce spod żeber i połknąć z nim cały mój lęk/Dzieje się ze mną coś bardzo dziwnego/Śnią mi się wilki Śni mi się śnieg/Śni mi się tajga przez tajgę biegnę i bardzo męczy mnie już ten bieg".

Od książki Joanny Bator "Piaskowa Góra". Od zakończenia, które jakoś tak się ułożyło we mnie, że ciągle płynie. Keret otwiera swój superwąski dom, na rynek wchodzi druga część srylogii erotycznej czterdzieści i cztery twarze Greya, a mi ciągle siedzi w głowie ta książka wzięta do ręki jako "taki tam przykład literatury kobiecej, sprawdzę, co tam słychać na naszym podwórku".

Od tego rysunku, który dostałam od czteroletniego Jasia "narysowałem dla Ciebie ciociu piękny rysunek" (leci do pokoju, ale zaraz wraca do mojej siostry) "Mamo, gdzie ja go położyłem", "No tam przy oknie Jasiu", "Tylko się nie śmiej z tematyki rysunku" "No coś Ty, nie będę", "Proszę" "Aaaale piękny Jasiu! Te znaki drogowe będą wisieć w najważniejszym miejscu w naszym pokoju!"

Od tych wszystkich pomysłów na ciuchy, zestawienia ciuchów, te rajstopy i buty... Kto przełączył tę wtyczkę, że nagle zaczęło mi na tym zależeć?

Od nieustannej potrzeby zmiany swojej pochmurnej twarzy czy też głowy w taką radośniejszą nieco, pogodniejszą, pozytywnie nastawioną do życia i świata. I żeby nawet jak jest nie bardzo, zachować spokój wewnętrzny, jak w terapii AA. I że zmęczenie czy stres to nie koniec świata. Że zbyt duże słońce, niewygodne buty czy zbyt dużo pracy to nie tragedia. Że nic takiego się nie dzieje, z czym sobie nie poradzę, więc mimo wrodzonej chęci tudzież nabytych rodzinnych przyzwyczajeń nie muszę się dąsać i narzekać. Narzekać, narzekać, psuć dnia innym.

Od śmierci Anny Laszuk. Świetnej dziennikarki, kobiety o silnych poglądach i mocnym głosie.

I tak. Wszystko wiruje i nie daje spokoju. Także dobranoc. Śpijcie słodko i żeby Wam nie wirowało. Chyba że sami chcecie...

sobota, 20 października 2012, nybatteri1

Polecane wpisy

  • Jak to jest z tymi postanowieniami?

    U mnie tak, że nie robiłam ich nigdy. Nie chciało mi się, nie miałam na to czasu, nie widziałam sensu. Teraz jest trochę inaczej, bo naprawdę mam ochotę ruszyć

  • Jestem dziś tylko w taki sposób

    Jestem dziś niespełnioną podróżą, o której myślę od tak długiego czasu. Jestem niezobaczoną Islandią, niezwiedzoną Portugalią, nieprzeżytą Toskanią, a przede ws

  • Odchodzę i wracam

    Chyba to nie jest dobry pomysł, żeby wrócić tutaj teraz. Bo mimo że każdy z nas piszących w sieci wraca głównie do siebie (chyba że jest się Kominkiem lub Maffa

Komentarze
bigosstud
2012/11/07 18:46:38
Serdecznie zapraszam do zabawy "Liebster Blog Award" na moim blogu: notosru.blox.pl/2012/11/Liebster-Blog-Award.html