zimno.
Blog > Komentarze do wpisu

Pod wpływem świadomości

Otwieram okno, żeby lepiej słyszeć deszcz. W głowie szumi. Semi red. Najlepsze ze wszystkich. Moja uzależniona od alkoholu miłość przebywa obecnie na służbowym wyjeździe, co oznacza dla mnie tylko jedno - koniec abstynencji. Umówmy się, brak wina i piwa to naprawdę niewielki koszt za obecność szorstkiego policzka, którego uśmiech wyczuwam co wieczór, kładąc się spać. A że odrobina procentów nikomu nie zaszkodziła, ja - kiedy Uzależniony wypływa na morze - przejmuję stery cudownego upojenia. Anyway.

Czytam teraz "Poniedziałkowe dzieci" Patti Smith. Głównie w metrze, w autobusach. Zgrywa mi się to z jesienią, porannym rozbudzeniem. Okołopracową dynamiką. Miastem, które budzi się do życia o godzinie 8 i 17. Pierwszy raz z konieczności, drugi - z własnej potrzeby. Pomyślałam nawet, że najlepiej byłoby czytać tę książkę w autobusie, tym na najdłuższej w Warszawie trasie. Bo w domu to trochę zbyt spokojnie. Za mało liści i ludzi. Skończyłam też niedawno "Piaskową Górę" i wbrew moim początkowym wrażeniom - powaliła mnie na kolana. Dawno nie widziałam tak dobrego zakończenia, które nie dość że unosi ciężar całej historii, to jeszcze tworzy mocny, zwarty akcent. Wartość dodaną. Miła odmiana dla książek, które zazwyczaj kończą się jak zbyt długie pranie... wymuszonym furkotem i leniwym dudnieniem bębna. Byle szybciej, bo już myślę o tym, jaką książkę za chwilę wezmę do ręki. Poza tym w "Piaskowej Górze" autorka przez kilkaset stron każde zdanie pisała tak samo mocno, ostro, mądrze i zdecydowanie. Szapoba! Naprawdę. Czapki z głów! (Ciągle zastanawiam się, czy mam ochotę zmierzyć się z drugą częścią - "Chmurdalią", ale chyba jednak nie. Może na razie. Bo co, jeśli mi się nie spodoba...?)

Ostatnio znowu ciągle nie mam czasu. Wiem, że znajomi biegają na kursy i trzecie studia. Nieważne. Ja nie potrafię ogarnąć swojej kuwety. Oznacza to tylko jedno - albo nie umiem zarządzać swoim czasem, albo jestem materiałem straconym. Lost Generation. Tyle że bez wojny. Odżywają więc pod wpływem lektury Patti Smith moje marzenia o Nowym Jorku. O świecie, który wzniósł się jakby ponad poziomem ludzi, aut i mieszkań. O wielkiej panoramie szkła i ruchliwych ulic, które ciągle gnają do przodu. O duszności wrażeń, nadmiarze kolorów, stukocie obcasów, szeleście płaszczy, zapachu kawy i parówkach z budek... Ależ ja chciałabym tam pojechać...

czwartek, 04 października 2012, nybatteri1

Polecane wpisy

Komentarze
2012/11/07 23:31:10
też kocham ny.
a chmurdalia tak samo dobra, a może lepsza, o dominice. przeczytaj