zimno.
Blog > Komentarze do wpisu

Choroba postępuje

Sprawdzam zapachy. Wącham, a za chwilę całkowicie tracę powonienie. Wybieram jedne. Następnego dnia wracam po drugie.

Właściwie to tylko woda toaletowa z nalepką promocja, ale miło będzie powitać ją w szafce, w której do tej pory zalegały tylko skarlałe wersje ulubionych perfum z Sephory (od kilku lat konsekwentnie realizuję politykę utrzymywania zapachowej aury, bazując na bezpłatnych próbkach).

Wybieram kremy, maseczki, znajduję peeling, którego tak długo szukałam. Oglądam błyszczyki do ust, balsamy do ciała. Zastanawiam się, czy nie kupić sobie jakiegoś na zapas (zapasu mam w domu i tak wystarczającą ilość, a obecny stan ogrzewania nie sprzyja pozostawaniu w łazienko-kuchni dłużej niż ustawa przewiduje, czyli prysznic, zęby i szybko do łóżka). Od tygodnia snujemy plany napadu na naszą sąsiadkę z dołu, która twardą ręką miętosi gałki starego domowego pieca. Marzę o chwili, kiedy będę mogła spokojnie położyć się w wannie i tak samo spokojnie z niej wyjść. Jednocześnie z rozczuleniem witam kolejną porę roku, kiedy zimno rozgaszcza się w naszych progach i - przeganiane ciepłem kuchenki gazowej, piecyka czy świec - pokazuje, who's the master.

Spędzam pół dnia na szukaniu i przymierzaniu czegoś, co jeszcze rok temu nie wzbudziłoby mojej najmniejszej uwagi. Chyba mnie pardon coś pierdolnęło, gdyż moją nową nieposkromioną potrzebą stały się buty. Bóg jeden raczy wiedzieć - a współczuję mu w każdej jednej sekundzie, gdy musi być świadkiem moim dylematów - ile detali może zadecydować o kolejnym zakupie. Sama patrzę na siebie z niedowierzaniem. Zmiany idą. Waga nie kłamie, mimo że podejrzewam ją czasem o jawne oszustwo. Odkryłam siłownię, w której czuję się jak na wieczorowym wyjściu, znaczy się że muzyka, kilka telewizorów, kolory, sprzęt jak ze stacji kosmicznej. Żaden tam ascetyzm i walczmy wszyscy o skupienie i osiągnięcie celów. Nie ma białych kozaczków ani białych rękawiczek, ale jest jak w klubie, gdzie zamiast siedzieć na tyłkach i wpieprzać czipsy wszyscy uprawiają sport. Fajna energia. Wciągająca.

Zwieńczeniem wszystkiego jest sukienka, którą ostatnio po raz pierwszy w życiu założyłam na siebie. Brawa proszę! I nawet jeśli nie wyglądam jak Miranda Kerr na plaży (po ciąży - Boże jak ona to robi), do końca życia nie będę ukrywać drobnych niedoskonałości pod warstwami spodni. Poza tym - i tak jest ich coraz mniej. Waga nie kłamie.

Czegoś szukam. Albo coś szuka mnie.

niedziela, 18 listopada 2012, nybatteri1
Tagi: kobieta zakupy

Polecane wpisy